Louis
Siedziałem na fotelu w pokoju wspólnym
Gryfonów. Parkinson siedziała naprzeciwko mnie przeszkadzała mi w pisaniu
wiersza. Po dziesięciu minutach znoszenia jej idiotycznych prób poderwania mnie
po prostu włączyłem sobie na słuchawkach Rihannę.
-Szekspirkuuuuuu!-
pisnęła potrząsając mnie za ramię
-CO?! - ryknąłem -
CZEGO CHCESZ? I MÓWIĘ Z GÓRY, NIE NAPISZĘ WIERSZA DLA CIEBIE!
-Ale ja tylko chcę,
żebyś zobaczył zdjęcie, które ci przed chwilką zrobiłam - zamrugała Monica
-Ty jesteś chora na
głowę. - popatrzyłam na nią jak na idiotkę, którą z resztą była
-Dopiero teraz to
zauważyłeś?- zaśmiała się Kelsey, która właśnie przechodziła obok z Rose
Wywróciłem oczami. Jeszcze raz spojrzałem
na parszywy ryj Parkinson, po czym zabrałem się za wiersz.
Scorupius
-Eeeej, a czy ty
wiesz, że taka fryzura jest już niemodna? - skrzywiła się Lena
Powtarzałem sobie w duchu, że jej nie
słyszę. Włączyłem sobie jakiś metal na słuchawkach, modląc się w duchu żeby ta
kretynka się zamknęła. Ale ona nie mogła się powstrzymać od paplania.
-A te spodnie to
jakaś porażka. Tylko pedały noszą rurki. -szczebiotała
-Gdybym nie miał
swoich zasad, to dawno temu leżałabyś w skrzydle szpitalnym. Ale nie biję
dziewczyn. O ile ty jesteś dziewczyną. - uniosłem brwi wypowadając ostatnie
zdanie
-Świnia. - syknęła
Lena
-Wolę być świnią niż
ściemnioną znawczynią mody albo szlamą- odgryzłem się
Lena udawała oburzoną, ale w jej oczach
wyraźnie było widać łzy. Dobrze jej tak. Niech uważa na to, co gada.
James
-Obudziłem się, i
zobaczyłem Lenę obok swojego łóżka. Krzyknąłem "O boże, Kretyn!" a
ona na to "Jaki kretyn?" a ja jej powiedziałem, że ona jest kretynką.
Wtedy wybiegła z płaczem z sypialni. A najzabawniejsze było to, że Louis nic nie
słyszał ani nie widział, bo miał słuchawki i zamknięte oczy- zaśmiałem się
Hayley wzięła łyk kremowego piwa.
-Jesteś cała w
pianie- powiedziałem, biorąc do buzi jedną z Fasolek Wszystkich Smaków
Bertie'go Botta
Hayley otarła się
-Nie tutaj.
-zaśmiałem się
-To gdzie?- włosy
Hayley przybrały ciemniejszą barwę
-Tu- otarłem pianę z
twarzy Ślizgonki
Hayley zarumieniła się, a jej włosy
zrobiły się błękitne. Zaśmiałem się. Jest urocza, kiedy się zawstydza. Cholera,
to Ślizgonka. Może i jest fajna, ale co by powiedzieli rodzice. Co ja w ogóle
odwalam? Przecież nie jesteśmy razem. Ona mi się nawet nie podoba. No, z tym
ostatnim to nie do końca prawda. Kurna, Potter, zakochałeś się w Ślizgonce.
-Boże, Lena!- ruda przerwała krępującą ciszę
-Co Lena?- zmieszałem się
-Weszła tu z bliźniaczkami Lyg! No odwróć się.
Były tam. I co najgorsze,Lena szła w naszą stronę. Wstałem.
-Wychodzimy- szepnąłem do Hayley łapiąc ją za nadgarstek i ciągnąc w stronę wyjścia.
***dziesięć minut później, nad jeziorem***
-Boże, nienawidzę tej suki!- syknęła Hayley - Jak mogła leźć z tymi idiotkami za nami przez całą drogę?!
-Nic nie mów. Ona jest zdolna absolutnie do wszystkiego. - powiedziałem, a ruda wywróciła oczami
-Ona jest po prostu...- Ślizgonka już zaczęła wymyślać w głowie wyzwiska na Lenę
-Nie nastawiaj się, nie ma po co- ucięłem - A jak już tu jesteśmy to muszę ci coś powiedzieć - uśmiechnąłem się zakładając kosmyk włosów Hayley za jej ucho
-Tak? - speszyła się
Nagle Lena zaczęła biec w naszą stronę.
Hayley
Lena podbiegła do mnie i mnie popchnęła. Straciłam równowagę i wpadłam do jeziora. Zachłysnęłam się wodą i zaczęłam się topić. Czułam, że to koniec, że już za chwilę umrę. Cały czas machałam rękami próbując się wydostać na brzeg, ale kiedy łapałam oddech to leciałam w dół. Bałam się śmierci pierwszy raz w życiu. Wtedy uznałam, że to już nie ma sensu. Zamknęłam oczy i przestałam walczyć.Nagle usłyszałam plusk. Ktoś mnie złapał i zaczął ciągnąć do pomostu.
Chwilę potem siedziałam na ławce. Byłam przerażona i cholernie zmarznięta, ale żywa i tylko to się liczyło. Ktoś nałożył na mnie jakiś frak. Spojrzałam w lewo. To był James. James Potter skoczył za mną do wody i mnie uratował. Dał mi swoją kurtkę żeby mnie ogrzać chociaż jemu też było zimno. Przytulił mnie.
-Już dobrze, jestem tu. Jesteś bezpieczna. - James przytulił mnie -Wracamy do Hogwartu, trzeba to powiedzieć McGonagall. Dasz radę iść?
-Chyba. -wzdrygnęłam się.
-Może to nie jest odpowiednia chwila, ale potem nie będzie czasu, więc...- James wziął głęboki wdech - chciałem cię zapytać, czy chcesz iść ze mną na ten cały bal?
Nie mogłam w to uwierzyć. nie wiedziałam co powiedzieć, więc postanowiłam nie mówić nic. Pocałowałam go. To wystarczyło.
Ruszyliśmy w stronę Hogwartu wściekli, przerażeni, zmarznięci i szczęśliwi.
__________________
Trochę krótki, ale bardzo emocjonujący. Jeśli ktoś to czyta, to błagam, niech zostawi komentarz!
-Boże, Lena!- ruda przerwała krępującą ciszę
-Co Lena?- zmieszałem się
-Weszła tu z bliźniaczkami Lyg! No odwróć się.
Były tam. I co najgorsze,Lena szła w naszą stronę. Wstałem.
-Wychodzimy- szepnąłem do Hayley łapiąc ją za nadgarstek i ciągnąc w stronę wyjścia.
***dziesięć minut później, nad jeziorem***
-Boże, nienawidzę tej suki!- syknęła Hayley - Jak mogła leźć z tymi idiotkami za nami przez całą drogę?!
-Nic nie mów. Ona jest zdolna absolutnie do wszystkiego. - powiedziałem, a ruda wywróciła oczami
-Ona jest po prostu...- Ślizgonka już zaczęła wymyślać w głowie wyzwiska na Lenę
-Nie nastawiaj się, nie ma po co- ucięłem - A jak już tu jesteśmy to muszę ci coś powiedzieć - uśmiechnąłem się zakładając kosmyk włosów Hayley za jej ucho
-Tak? - speszyła się
Nagle Lena zaczęła biec w naszą stronę.
Hayley
Lena podbiegła do mnie i mnie popchnęła. Straciłam równowagę i wpadłam do jeziora. Zachłysnęłam się wodą i zaczęłam się topić. Czułam, że to koniec, że już za chwilę umrę. Cały czas machałam rękami próbując się wydostać na brzeg, ale kiedy łapałam oddech to leciałam w dół. Bałam się śmierci pierwszy raz w życiu. Wtedy uznałam, że to już nie ma sensu. Zamknęłam oczy i przestałam walczyć.Nagle usłyszałam plusk. Ktoś mnie złapał i zaczął ciągnąć do pomostu.
Chwilę potem siedziałam na ławce. Byłam przerażona i cholernie zmarznięta, ale żywa i tylko to się liczyło. Ktoś nałożył na mnie jakiś frak. Spojrzałam w lewo. To był James. James Potter skoczył za mną do wody i mnie uratował. Dał mi swoją kurtkę żeby mnie ogrzać chociaż jemu też było zimno. Przytulił mnie.
-Już dobrze, jestem tu. Jesteś bezpieczna. - James przytulił mnie -Wracamy do Hogwartu, trzeba to powiedzieć McGonagall. Dasz radę iść?
-Chyba. -wzdrygnęłam się.
-Może to nie jest odpowiednia chwila, ale potem nie będzie czasu, więc...- James wziął głęboki wdech - chciałem cię zapytać, czy chcesz iść ze mną na ten cały bal?
Nie mogłam w to uwierzyć. nie wiedziałam co powiedzieć, więc postanowiłam nie mówić nic. Pocałowałam go. To wystarczyło.
Ruszyliśmy w stronę Hogwartu wściekli, przerażeni, zmarznięci i szczęśliwi.
__________________
Trochę krótki, ale bardzo emocjonujący. Jeśli ktoś to czyta, to błagam, niech zostawi komentarz!