czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział IX

Louis
    Siedziałem na fotelu w pokoju wspólnym Gryfonów. Parkinson siedziała naprzeciwko mnie przeszkadzała mi w pisaniu wiersza. Po dziesięciu minutach znoszenia jej idiotycznych prób poderwania mnie po prostu włączyłem sobie na słuchawkach Rihannę.
-Szekspirkuuuuuu!- pisnęła potrząsając mnie za ramię
-CO?! - ryknąłem - CZEGO CHCESZ? I MÓWIĘ Z GÓRY, NIE NAPISZĘ WIERSZA DLA CIEBIE!
-Ale ja tylko chcę, żebyś zobaczył zdjęcie, które ci przed chwilką zrobiłam - zamrugała Monica
-Ty jesteś chora na głowę. - popatrzyłam na nią jak na idiotkę, którą z resztą była
-Dopiero teraz to zauważyłeś?- zaśmiała się Kelsey, która właśnie przechodziła obok z Rose
    Wywróciłem oczami. Jeszcze raz spojrzałem na parszywy ryj Parkinson, po czym zabrałem się za wiersz.
Scorupius
-Eeeej, a czy ty wiesz, że taka fryzura jest już niemodna? - skrzywiła się Lena
    Powtarzałem sobie w duchu, że jej nie słyszę. Włączyłem sobie jakiś metal na słuchawkach, modląc się w duchu żeby ta kretynka się zamknęła. Ale ona nie mogła się powstrzymać od paplania.
-A te spodnie to jakaś porażka. Tylko pedały noszą rurki. -szczebiotała
-Gdybym nie miał swoich zasad, to dawno temu leżałabyś w skrzydle szpitalnym. Ale nie biję dziewczyn. O ile ty jesteś dziewczyną. - uniosłem brwi wypowadając ostatnie zdanie
-Świnia. - syknęła Lena
-Wolę być świnią niż ściemnioną znawczynią mody albo szlamą- odgryzłem się
    Lena udawała oburzoną, ale w jej oczach wyraźnie było widać łzy. Dobrze jej tak. Niech uważa na to, co gada.
James
-Obudziłem się, i zobaczyłem Lenę obok swojego łóżka. Krzyknąłem "O boże, Kretyn!" a ona na to "Jaki kretyn?" a ja jej powiedziałem, że ona jest kretynką. Wtedy wybiegła z płaczem z sypialni. A najzabawniejsze było to, że Louis nic nie słyszał ani nie widział, bo miał słuchawki i zamknięte oczy- zaśmiałem się
      Hayley wzięła łyk kremowego piwa.
-Jesteś cała w pianie- powiedziałem, biorąc do buzi jedną z Fasolek Wszystkich Smaków Bertie'go Botta
   Hayley otarła się
-Nie tutaj. -zaśmiałem się
-To gdzie?- włosy Hayley przybrały ciemniejszą barwę
-Tu- otarłem pianę z twarzy Ślizgonki

     Hayley zarumieniła się, a jej włosy zrobiły się błękitne. Zaśmiałem się. Jest urocza, kiedy się zawstydza. Cholera, to Ślizgonka. Może i jest fajna, ale co by powiedzieli rodzice. Co ja w ogóle odwalam? Przecież nie jesteśmy razem. Ona mi się nawet nie podoba. No, z tym ostatnim to nie do końca prawda. Kurna, Potter, zakochałeś się w Ślizgonce.
-Boże, Lena!- ruda przerwała krępującą ciszę
-Co Lena?- zmieszałem się
-Weszła tu z bliźniaczkami Lyg! No odwróć się.
    Były tam. I co najgorsze,Lena szła w naszą stronę. Wstałem.
-Wychodzimy- szepnąłem do Hayley łapiąc ją za nadgarstek i ciągnąc w stronę wyjścia.  
***dziesięć minut później, nad jeziorem*** 
-Boże, nienawidzę tej suki!- syknęła Hayley - Jak mogła leźć z tymi idiotkami za nami przez całą drogę?! 
-Nic nie mów. Ona jest zdolna absolutnie do wszystkiego. - powiedziałem, a ruda wywróciła oczami 
-Ona jest po prostu...- Ślizgonka już zaczęła wymyślać w głowie wyzwiska na Lenę
-Nie nastawiaj się, nie ma po co- ucięłem - A jak już tu jesteśmy to muszę ci coś powiedzieć - uśmiechnąłem się zakładając kosmyk włosów Hayley za jej ucho
-Tak? - speszyła się
    Nagle Lena zaczęła biec w naszą stronę.
Hayley 
   Lena podbiegła do mnie i mnie popchnęła. Straciłam równowagę i wpadłam do jeziora. Zachłysnęłam się wodą i zaczęłam się topić. Czułam, że to koniec, że już za chwilę umrę. Cały czas machałam rękami próbując się wydostać na brzeg, ale kiedy łapałam oddech to leciałam w dół. Bałam się śmierci pierwszy raz w życiu. Wtedy uznałam, że to już nie ma sensu. Zamknęłam oczy i przestałam walczyć.Nagle usłyszałam plusk. Ktoś mnie złapał i zaczął ciągnąć do pomostu.
   Chwilę potem siedziałam na ławce. Byłam przerażona i cholernie zmarznięta, ale żywa i tylko to się liczyło. Ktoś nałożył na mnie jakiś frak. Spojrzałam w lewo. To był James. James Potter skoczył za mną do wody i mnie uratował. Dał mi swoją kurtkę żeby mnie ogrzać chociaż jemu też było zimno. Przytulił mnie.
-Już dobrze, jestem tu. Jesteś bezpieczna. - James przytulił mnie -Wracamy do Hogwartu, trzeba to powiedzieć McGonagall. Dasz radę iść?
-Chyba. -wzdrygnęłam się.
-Może to nie jest odpowiednia chwila, ale potem nie będzie czasu, więc...- James wziął głęboki wdech - chciałem cię zapytać, czy chcesz iść ze mną na ten cały bal?
    Nie mogłam w to uwierzyć. nie wiedziałam co powiedzieć, więc postanowiłam nie mówić nic. Pocałowałam go. To wystarczyło.
    Ruszyliśmy w stronę Hogwartu wściekli, przerażeni, zmarznięci i szczęśliwi.
__________________
Trochę krótki, ale bardzo emocjonujący. Jeśli ktoś to czyta, to błagam, niech zostawi komentarz!


3 komentarze:

  1. Super ! Już nie mogę się doczekać tego balu .

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej! Dodajcie nowy rozdział, błagam. Fajne opowiadanie i mega śmieszne. Czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń